Bajki NajNajki
Chwila wyobraźni
Jarmark staroci i rękodzieła
Plejada Fajnych Filmów - wrzesień - październik 2018

WYBÓR KADRU - Wieczór Sztuk - 14.09.2018 r. o godz. 18.00.

2018-09-10

W programie: koncert Marka Andrzejewskiego, wernisaże wystaw: malarstwa Magdaleny Gogół pt. „Wybór kadru” i fotografii Wojtka Kukuczki pt. „Coca-cola” i pt. Bramy" oraz recital gitarowy Wojciecha Stołtnego (Voyth Guitar). Wstęp wolny!



 

Utwory Marka Andrzejewskiego są lirycznym protestem przeciw urzeczowieniu człowieka we współczesnym świecie, próbują poruszyć głębokie pokłady naszej wrażliwości przytępionej przez zmuszające do konformizmu urządzenia społeczne”. /Bogusław Wróblewski - Redaktor Naczelny „Akcentu”/.

 

Marek Andrzejewski - autor, kompozytor, wykonawca piosenek. Obchodzi w tym roku jubileusz ćwierćwiecza pracy artystycznej (jako autor i wykonawca swoich piosenek zadebiutował w 1993 r.) Współzałożyciel i filar Lubelskiej Federacji Bardów www.lfb.lublin.pl. Okrzyknięty jest tam najbardziej uśmiechniętym bardem! Jego piosenki są melodyjne, optymistyczne, a zarazem frapujące i zapadające w pamięć. Kojarzony jest z nurtem piosenki autorskiej, poetyckiej, z Krainą Łagodności - głównie ze względu na niebanalne teksty. Jego muzyka zaś jest fuzją jazzu, folku, bossa novy i rocka. W 1994 r. otrzymał Pierwszą nagrodę na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie oraz nagrodę im. Wojtka Bellona przyznawaną śpiewającym autorom. Dwukrotnie zdobył Grand Prix i Nagrodę Publiczności Ogólnopolskiego Festiwalu Recitali w Siedlcach. Z Lubelską Federacją Bardów nagrał 14 płyt oraz ogromną ilość koncertów, m.in. podczas Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie, II Festiwalu Piosenki Prawdziwej (Sopot - Opera Leśna), Olsztyńskich Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy Poezję”, a także za granicą: w Wiedniu, Paryżu, Nowym Jorku, Lwowie i wielokrotnie w Londynie. Ma w swoim dorobku również 5 płyt autorskich: Trolejbusowy Batyskaf (1997), Dziesięć pięter (2003), Elektryczny sweter (2012), Akustycznie (2015), i najnowszą Hasztagi (2018). W repertuarze, z którym koncertuje znajdują się głównie utwory autorskie, a także Boba Dylana, Leonarda Cohena, Bułata Okudżawy, Włodzimierza Wysockiego, Edwarda Stachury, Adama Ziemianina oraz innych wybitnych pieśniarzy i poetów. Strony: www.lfb.lublin.pl/marek.htm,

www.facebook.com/Andrzejewski.Marekhttps://www.facebook.com/marek.andrzejewski.10,

https://www.youtube.com/watch?v=IqHiUKATKgk.

 

 

Cykl Magdaleny Gogół “Wybór kadru”

Przywykłam do tego, że online znajdę dziś wszystko i spotkam każdego. Problemem staje się nadmierna ilość informacji, znaków, które otrzymuję każdego dnia w świecie wirtualnym. Cykl “Wybór kadru” odwraca porządek rzeczywistości wirtualnej z jej nadmierną ilością bodźców. Z obrazami Magdaleny Gogół jesteśmy przecież offline, choć przed sobą mamy znaki rzeczywistości online. Nasuwają się pytania: czy te znaki w obu tych rzeczywistościach niosą takie same znaczenia? Czy przeciwnie, zaczynamy szukać różnic, konfrontować… czyli świadomie wytrącać się ze znanych schematów. “Wybór kadru” - mimo tytułu cyklu, który sygnalizuje działanie, sam w sobie nie jest interaktywny, nie ma tu opcji znanych z iPhona: touch czy scroll… są za to: przeskalowane, nasycone głębokim kolorem ekrany, nie wiążące się z moją interakcją z urządzeniem, ale umożliwiające mi interakcję ze mną samą. Obrazy Magdaleny Gogół sprytnie zwodzą moje zmysły - bez problemu identyfikuje opcje/ekrany iPhona. Mamy tu do czynienia z metonimią “część za całość” - a więc procesem poznawczym, w którym obiekt (nośnik - obraz) zapewnia mentalny dostęp do innego elementu pojęciowego - obiektu interaktywnego, jakim jest iPhone. Nośnik wzorowany jest na elemencie docelowym. Tylko w konfrontacji z dziełem dowiaduję się, że powrót do świata realnego jest wciąż możliwy. Magdalena Gogół podstępem mnie tutaj przyprowadziła. Pokazując znaki, utrwalane przeze mnie systematycznie każdego dnia (nie zliczę nawet ile razy spoglądam na ekran smartfona dziennie), ale odbierając ich naturalny, onlinowy kontekst. Malarka daje w zamian coś zupełnie bazowego - od czego odchodzę każdego dnia z iPhonem w ręku. Tutaj i teraz - sama ze sobą, z czymś co znam, ale jednak w nowej formie. I ta zmiana formy, z online do offline’u, to luksus. To otwartość. To powrót. /Beata Leszczyńska - językoznawca i badacz kultury/.

 

Pokaż mi swojego smartfona, a powiem ci kim jesteś. Tak przyzwyczailiśmy się do telefonów komórkowych, że gdy ich jakimś cudem zapominamy, kładąc na półce w łazience, to czujemy się, jak bez ręki. Przeszywa nas wtedy lęk, powodujący uczucie, że coś niezwykle istotnego przelatuje nam koło nosa. W tym małym urządzeniu tkwi ulokowana nadzieja, budząca w nas poczucie wspólnoty, a tym samym przywiązania do rzeczywistości. Nie jesteśmy już tak samotni, bo mamy swój mały sterownik, mikro komputer na miarę własnych możliwości, wsparcie dla mocno przegrzanych mózgowych zwoi. To nasza trzecia niezawodnie działająca - dzięki ładowarce - półkula, na którą zawsze można liczyć. Gdy resetujemy głowy na poduszce, a księżyc stwarza psom powody do wycia i skomlenia na pieski świat, nasz mały przyjaciel jest tuż obok, na wyciągnięcie ręki. I przez całą noc w stanie uśpienia odlicza sekundy, by wraz z wybranym sygnałem budzika ruszyć razem z nami w nowy dzień, pełen zadań i pułapek. Telefon, jak ukochany zwierzak, dopasowuje się do naszego charakteru, tempa, przyzwyczajeń, dziwactw i nałogów. Nie tylko zgadza się z naszymi decyzjami, ale i bez wahania popiera i pomaga w ich realizacji. Nie ocenia nas i nie oskarża, lecz z aprobatą na wszystkie słabości przymyka oko i robi swoje, zresztą według naszego widzimisię. Jako że, jest mikro sługą uniżonym, daje nam poczucie władzy i ważności mocującej nasze ego w społecznej strukturze. W dodatku, poza tym, czym jest dla wszystkich, może być czymś zupełnie innym dla nielicznych. Jego wszechstronność polega też na tym, że może stać się również inspiracją dla twórczych działań, a to jest zupełnie inna, bardziej intymna, nasza relacja z urządzeniem telekomunikacyjnym. W tak nietypowej symbiozie człowieka ze smartfonem, telefon przyjmuje funkcje inspirujące i niespotykane często. Stać się zatem może tym, czym dla Caspara Davida Friedricha była otchłań pejzażu widziana z wysokiego urwiska. Czy też porozrzucane białoruskie cerkwie dla Jerzego Nowosielskiego, wyłaniające się zza płaskiego horyzontu. W przypadku Magdaleny Gogół te inspiracje bliższe są zapiskom zawierającym się w formie dziennika. Telefon poprzez swoje rozliczne funkcje i połączoną z nimi zmienną wizualność dla Magdy staje się malarskim notatnikiem. Urządzenie komórkowe w tym kontekście staje się rejestratorem utrwalającym i zatrzymującym czas poprzez magazynowanie fragmentów przeszłości. Kompozycje Magdaleny Gogół dzieją się na kilku poziomach, ich wizualna jakość (upraszczając) składa się z dwóch warstw. Pierwszą jest temat (wybór kadru), drugą natomiast stanowią elementy telefonicznych znaków umieszczone na pierwszym planie. One, choć zwykle są niewielką częścią obrazu, stanowią o temacie i porządkują kompozycje, zarówno pod względem formalnym, jak i ideowym. Czasami, zamiast pejzażu, precyzyjnie wybranego z pliku zdjęć, głównym bohaterem staje się telefoniczna aplikacja będąca np. nawigacją. Ten gadżet, ułatwiający w założeniu trafienie do celu, gdy zostaje włożony w pole obrazu, natychmiast zyskuje inne znaczenie. Możemy się jedynie domyślać, że wykres znaczący drogę od punktu „a” do „b” lub „z”, nie jest dla autorki przypadkowy. Być może jest nawet konieczny, lubiany bądź znienawidzony, ale nie obojętny. Gdyby był przypadkowy, prawdopodobnie by go nie było i ta zasada dotyczy całego zestawu,a więc wszystkich wybranych kadrów. To w istocie są prywatne fragmenty zanotowane prywatnym telefonem i w najbardziej prywatnym procesie twórczym zostały przeniesione na płótno. To wszystko stwarza kolejny poziom interpretacji (oprócz wspomnianych podstawowych, dotyczących technologii), zadając współczesne pytania, dotyczące międzyludzkiej komunikacji. Cykl obrazów Magdaleny Gogół przewrotnie, poprzez treść wyjątkowo aktualną, będącą wizytówką naszego czasu, skłania do szerszej refleksji na temat naszej codzienności. W tym miejscu można się zastanowić, czy przenośne urządzenie telefoniczne służące komunikowaniu się nie jest aby jednym z powodów naszej wewnętrznej izolacji? Być może stając się coraz bardziej zaawansowanym komputerem zaczyna być dla nas intelektualnym partnerem stworzonym do dialogu idealnie przystosowanym do naszych możliwości i charakteru? Możliwe, że my dążąc do perfekcyjnej łatwizny oddajemy lub powierzamy temu elektronicznemu przyjacielowi zbyt dużo z samych siebie. Przy odrobinie dobrej woli i pomocy wielkich sieci telefonicznych zobaczyć można nadchodzące niebezpieczeństwo polegające na stopniowym przenoszeniu naszego świata w wirtualne ramy. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że od kiedy człowiek wpadł na pomysł zrobienia z patyka i kamienia młotka w celu rozłupana twardej skorupy owocu, pojawiło się również odwieczne niebezpieczeństwo niewłaściwego podejścia do wszelkich technologicznych nowinek. To dylemat zawsze aktualny, wiadomo, wszystko zależy od nas i naszych decyzji. Od nas zależy również interpretacja prac Magdaleny Gogół, których tematyka wydaje się kadrem tak bardzo powszechnym i typowym dla naszej codzienności. Obrazy Magdy przekładając pewną już oczywistość w strefę sztuki, tym samym powodują inne spojrzenie na pochłaniający nas cyfrowy świat. Pamiętajmy zatem, że w pomieszczeniach nafaszerowanych elektroniką i obok mijanych przechodniów z wypchanymi kieszeniami pełnymi przenośnych urządzeń mobilnych, gdzieś pośród tego wszystkiego ciągle jesteśmy tylko my. /dr hab. Maciej Linttner - ASP Katowice/.

 

Magdalena Gogół - urodzona w Bytomiu, mieszka w Rudach. Absolwentka PLSP w Katowicach oraz cieszyńskiego Instytutu Sztuki UŚ w Katowicach. W 2009 roku zrealizowała przewód doktorski na Wydziale Artystycznym ASP w Katowicach w dziedzinie sztuki piękne - malarstwo. Od 2004 roku związana zawodowo z Instytutem Sztuki PWSZ w Raciborzu, gdzie, przede wszystkim, prowadzi zajęcia w pracowni malarstwa oraz wykłada technologię malarstwa i animację i promocję kultury wizualnej. W działalności artystycznej zajmuje się przede wszystkim malarstwem sztalugowym w dużym formacie oraz miniaturze, a także projektuje i prowadzi warsztaty twórcze i akcje plastyczne. Jest autorką ponad 25 wystaw indywidualnych malarstwa (m.in.: Galeria i Dom Aukcyjny Xanadu w Warszawie - Wybór kadru - listopad 2017; Salon Art. Arena w Gliwicach - Własne i niczyje - marzec 2017; Zamek Piastowski w Raciborzu - pomiędzy - Racibórz 2016; Galeria w Starym Opactwie Rudy - pomiędzy miejscami – Rudy 2013; Galeria Biura Promocji Miasta Bytom - Miejsca pomiędzy - Bytom 2013; Galeria Sztuki Współczesnej Profil - Miejsca pomiędzy - Centrum Kultury Zamek - Poznań / Ogólnopolska Noc Muzeów/; Miejskiej Galerii Sztuki w Częstochowie - Miejsca - Częstochowa 2011; Galeria Piętro Wyżej - Górnośląskie Centrum Kultury - Fizykalność przestrzeni i metafizyka światła - Katowice 2009; Klub Niezależnych Stowarzyszeń Twórczych Marchołt - inside-beside-outside - Katowice 2009) oraz uczestniczką wielu wystaw zbiorowych i finalistką konkursowych wystaw zbiorowych malarstwa współczesnego o zasięgu krajowym i międzynarodowym. Na swoim koncie ma nagrody w konkursach ogólnopolskich i międzynarodowych malarstwa współczesnego oraz w uznaniu zasług na polu działań artystycznych i pedagogicznych. Strona FB: https://www.facebook.com/magdalenagogolpainting/.

 

 

 

Bramy”, to seria zdjęć przedstawiająca nepalskie miasto Kathmandu. W tej serii moim celem było przedstawienie stolicy Nepalu w kontekście ogromnych zmian politycznospołecznych. Pod wpływem globalizacji, rozwoju technologii, napływu turystów Kathmandu nabrało wielu nowych znaczeń. Nabrało iście postmodernistycznego charakteru. Tradycyjna kultura, architektura, mentalność ustępują pod napływem nowych prądów. Wszystko zaczyna się ze sobą zakleszczać, mieszać, tworząc niepowtarzalną tęczę kultur, religii, sposobów życia. Fotografowałem typowych przedstawicieli Kathmandu. Nocą. Na ulicach miasta powstaje wówczas niezwykła aura, sklepy, zakłady, restauracje są zamykane żelaznymi bramami. Bramy są niemal identyczne, różnią się jedynie kolorem. Tworzą w ten sposób niepowtarzalny układ architektoniczny. Bramy, niczym portale, drzwi do nowego świata, potęgują wrażenie metamorfozy starego Kathmandu w nowe. Postacie na zdjęciach nie są już tradycyjnymi przedstawicielami buddyjskiej kultury. Reprezentują nową rzeczywistość.

 

Coca-cola” - pomysł zrodził się z zaskoczenia faktem, jak silnie obecna jest korporacja „Coca Cola” w społeczeństwie biednego Nepalu. Jej logotypy otaczały mnie z każdej strony. O ile przywykłem do oglądania jej reklam w w sklepach, restauracjach czy na bilbordach, o tyle długo nie mogłem pojąć dlaczego zakład fryzjerski lub warsztat wulkanizacyjny pokryty jest czerwoną farbą i znakami Coca Cola. Z początku do głowy przyszła mi myśl, że Coca - Cola podjęła zakrojoną na szeroką skalę akcję marketingową, której owocem jest taki właśnie stan rzeczy. Spędziwszy jednak tam więcej czasu zauważyłem, że Coca Cola dla żyjących tam ludzi jest czymś więcej niż reklamą, że stała się pewnym symbolem. Przypomniałem sobie wówczas czym dla mnie była Coca Cola, gdy byłem małym chłopcem... Była stylem życia... Coca Cola stała się symbolem kultury zachodu, kapitalizmu, wolnego rynku, demokracji i dobrobytu. Ludzie żyjący w Nepalu nie osiągnęli jeszcze zachodniego etapu rozwoju cywilizacyjnego. Gospodarka Kraju jest skromna, demokracja zagrożona, ludzie często żyją na ulicy. Najważniejszym celem staje się zaspokojenie podstawowych potrzeb. Nic więc dziwnego że Nepalczykom imponuje zachodni styl życia, w którym ich zdaniem panuje dobrobyt i harmonia. Symbolem tamtej rzeczywistości, flagą kultury zachodu staje się logo Coca Coli. Ludzie chętnie eksponują je na swoich domach, zakładach pracy, miejscach użyteczności publicznej. Idealizują świat zachodni, rozumieją go tak, jak został im przedstawiony w filmach i kolorowych gazetach. Manifestują aprobatę dla wartości, których nigdy nie doświadczyli. Tworzą makiety zachodniego świata, które jednak nie zakrywają całej ich rzeczywistości. Wręcz przeciwnie, wraz z otaczającym je światem tworzą niesamowite zestawienie niepasujących do siebie elementów, które pokazują dysonans pomiędzy kulturą etniczną a kulturą materialną. Tutaj pewne zastanowienie może wzbudzić pytanie, po co fotografować Nepal poprzez pryzmat Coca Coli? Przecież to ciekawy kraj, o bogatej kulturze i historii, tak odmienny od Europy. Posiada wiele walorów, które w Europie nie są znane. Dlaczego nie skupić się więc na nich? Wyszedłem z założenia, że nie chcę powielać w nieskończoność tych samych schematów proponowanych przez tak zwaną „fotografię podróżniczą”. Moja prezentacja Nepalu nie jest obiektywna, nie ma też na celu dokumentacji tamtych stron, to moje prywatne subiektywne spojrzenie na ten kraj. A właściwie na niewielki fragment tamtej rzeczywistości. Nie są to też fotografie mówiące tylko i wyłącznie o Nepalu. Przeciwnie, poruszone w cyklu wartości są uniwersalne i łatwe do odnalezienia w każdym z nas. Każdy przecież ma ideał który utożsamia z konkretną materią. Ludzie wierzą w polityków, pieniądze, miłość. Często idealizują to, co wydaje im się istotne. Rzeczywistość jednak nie zna doskonałości. Piękna i szlachetna wydaje się tylko wiara sama w sobie.... Dlaczego więc nie wierzyć w Coca Colę?...

 

Wojtek Kukuczka - główne obszary działania to fotografia, multimedia, projektowanie graficzne oraz film. Absolwent Technikum Fotograficznego, studiów magisterskich Fotografia i Multimedia na ASP Wrocław oraz student Komunikacji Wizualnej AKI Academy of Fine Art w Holandii. Obecnie doktorant Instytutu Sztuki, Wydziału Artystycznego na Uniwersytecie Śląskim. Uczestnik ponad 50-ciu wystaw fotograficznych w tym 16-tu indywidualnych, między innymi w BWA Wrocław, CSF w Katowicach, CCK Chorzów, reprezentant ASP w dziedzinie fotografii w ramach „Foto Festiwalu” w Łodzi 2008 oraz w ramach festiwalu „The World Photography Awards - Cannes” we Francji 2007. W roku 2010 otrzymał nagrodę za najlepszy film polski na Przeglądzie Filmów Górskich w Lądku Zdroju. Inicjator akcji kulturalnej 3440 Metrów Nad Poziomem Świata, założyciel Galerii Negatyw w Katowicach, prezes fundacji na rzecz kultury „Wielki Człowiek”. Kurator ponad 10-ciu wystaw artystycznych, między innymi Zdzisława Beksińskiego, Jana Bułhaka, Gasparda Felixa Tournachona (Nadara). Prowadzi autorskie warsztaty z zakresu fotografii, animacji (STS) oraz zajęcia w zakresie sztuk pięknych z uczniami oraz studentami. Stypendysta Wydziału Kultury Urzędu Marszałkowskiego woj. Śląskiego, Wydziału Kultury miasta Wrocław oraz Wydziału Artystycznego UŚ (stypendium dla najlepszego doktoranta), czterokrotny beneficjent nagrody dla Młodych Twórców Kultury Wydziału Kultury miasta Katowice. Strona FB: https://www.facebook.com/wojtek.kukuczka?ref=br_rs.f

 

 

Wojciech Stołtny (Voyth Guitar) - pseudonim artystyczny ''VOYTH''. Swoje życie związał z muzyką, która jest jego wielką pasją. Bardzo lubi gitarowe brzmienia i to właśnie gitara jest jego instrumentem. Muzyka pomaga mu wyrazić uczucia i uwolnić emocje. Mistrzami gitary dla Wojciecha są: Grzegorz Skawiński, Jan Borysewicz, Tomasz Banaś, Eric Clapton, Mark Knopfler. Rodzaj granej przeze niego muzyki to klimaty stylu pop, rock, rock alternatywny. Poprzednie lata jego grania minęły pod znakiem koncertów m.in. z Orkiestrą Dobroczynną, a także w zespole Biało-Czarni-Band i Merenge (2014- 2018). Do tej pory nagrał dwie płyty (2014 r., 2016 r.) i ma na swoim koncie kilkadziesiąt zagranych koncertów, podczas których wykonuje swoje autorskie utwory oraz covery takich zespołów jak: De Mono, Lady Pank, KOMBII, O.N.A., IRA, Myslovitz, Video, Foo Fighters, Nirvana, Eric Clapton oraz wybrany repertuar śląski. Strony: www.facebook.com/voythguitarwww.wojciechs.wixsite.com/voythguitar

https://www.youtube.com/user/WojtekAngel0890

 

 

 

rybnik.eu kultura.rybnik.eu Karta seniora Karta dużej rodziny www.rybnik.com.pl
zamknij